piątek, 13 lutego 2009

Could you close the door II

A wszystko to zaczęło się w sumie tak niewinnie....
Nie miał gdzie mieszkać,
a że u Shou i Miko jeden pokój był wolny więc stwierdzili
iż przyda im się pomoc w płaceniu rachunków.
Takim oto sposobem spokojne życie gitarzysty zmieniło się nie do poznania. Najbardziej jednak chyba zmienił się jego stosunek do wokalisty.
Ilekroć się nad tym zastanawiał dochodził do wniosku,
że to co czuje jest jedynie wdzięcznością,
spowodowaną przygarnięciem pod dach wciąż nie radzącego sobie
z życiem, choć lepiej by było powiedzieć kobietami,
które co chwila tracił łącznie z miejscem do spania.
Coś jednak jakiś cichutki głosik pytał się czy aby na pewno to tylko wdzięczność....

Teraz gdy zobaczył to nie był w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Szczególnie w momencie gdy przypomniał sobie co zobaczył oczami wyobraźni ....
Nie był to Shou i Miko tylko on i królik....
Za każdym razem gdy o tym pomyślał przechodził go zimny dreszcz.....
Starał sobie przypomnieć kiedy to się zaczęło.
Od kiedy zaczął patrzeć na niego w ten sposób....
Czy to było wtedy gdy nieświadomy że ktoś jest w łazience wszedł
i zobaczył go pod prysznicem nago.....
Czy też wtedy gdy pijany zasnął na jego ramieniu,
a ten go nie odepchnął, stwierdzając po tym tylko
– no wiesz tak słodko wyglądałeś, że nie miałem serca....
Gdyby mógł poszukać sobie nowego lokum wszystko rozmyło by się
po kościach – taką przynajmniej miał nadzieję.
Niestety nie byli jeszcze zbyt znanym zespołem dlatego też
i nie zarabiali zbyt dużo, a co za tym idzie było ciężko.

Codzienność pomyślał młody gitarzysta, codzienność na pewno go uleczy.

Niestety dzień za dniem mijały, zmieniały się kartki w kalendarzu,
a on nie był w stanie zapomnieć.
Chciał aby to właśnie jego połączenia nerwowe wariowały
pod dotykiem króliczych palców.
Aby to właśnie on......
był dla niego tą najważniejszą osobą.

I tak sobie niczego nieświadoma nadeszła wiosna,
zasypując wszystko płatkami sakury.
Dobrze, że byli wtedy w trasie przynajmniej nie musi znów odpowiadać na te natrętne pytania o jego sprawy sercowe.
No i patrzeć na tych wszystkich szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi.

Nie wszystko jednak było w porządku. Co raz to łapał siebie na tym,
iż śledzi każdy ruch wokalisty, każdy jego gest,
każde najmniejsze nawet drżenie jego mięśni.
Było mu niedobrze, niedobrze od tego co czuł,
niedobrze na samą myśl o tym, że ktoś mógłby zauważyć,
że....... on mógłby zauważyć i wyśmiać go,
tak zwyczajnie tym swoim rozbrajającym śmiechem.

Tak to był akt desperacji, aby będąc całkowicie pijanym iść do jego pokoju,
i co mu powie cześć zakochałem się w tobie, tylko proszę nie śmiej się.
Na ucieczkę było już jednak za późno słyszał już kroki zbliżające się do drzwi.

- O Hiroto co ty.....

Jedynym co przyszło mu do głowy był pocałunek złożony na tych pięknych
i delikatnych wargach.
Jedynym co mu przyszło do głowy to wepchnąć się do jego pokoju
i całować nie przestawać go całować. Najwyżej dostanę w twarz trudno....
Stało się jednak coś zupełnie przeciwnego, coś czego budząc się rano
w łóżku wokalisty nie do końca był w stanie zrozumieć.
Obok leżał on oddychając miarowo spał tak słodko,
że aż łza zakręciła się w oku młodemu gitarzyście.
Tylko czemu każdy ruch sprawiał aż tak wielki ból.
Jęknął próbując podnieść się z łóżka.

- Ohayooooo

Usłyszał za plecami. A gdy się odwrócił zobaczył uśmiechniętą twarz króliczka.

- ale dlaczego, przecież....
- no wiesz trudno było nie zauważyć jak na mnie patrzysz, a wczoraj,
powiedzmy że nie byłem w stanie ci się oprzeć
- ale przecież, nie rozumiem....
- no dobra dawno temu stwierdziłem, że podobasz mi się,
ale nie wiedziałam jak ci to powiedzieć,
a potem poznałem Miko i tak jakoś wyszło, ale wczoraj.....
- tzn że ty mnie.....
- tak ty moje maleństwo...
- a co z Miko
- Jestem pewien, że zrozumie.

Z tymi słowami obdarzył swoje maleństwo długim i czułym pocałunkiem wciągając pod kołdrę, aby co nie co, co jeszcze wytłumaczone należycie nie zostało, wytłumaczyć.

środa, 14 stycznia 2009

Trust me I

Shinya poczuł za sobą czyjąś obecność. Uparcie wpatrywał się w okno udając, że niczego nie zauważył. Czekał, co osoba stojąca za nim teraz zrobi. Wtem nieco szorstkie, lecz delikatne dłonie o długich palcach wsunęły się pod jego koszulkę i zaczęły gładzić szczupły, płaski brzuch. Zaduch panujący latem w ich małej sali prób tłumił niemal wszystkie zapachy, lecz perkusista wyczuł znajomą woń perfum i tytoniu zmieszaną z zapachem rozgrzanego upałem ciała.
-Przestań, Toshiya-powiedział Shinya cicho, lecz bardzo stanowczo.
-Dlaczego?-Totchi odsunął się od przyjaciela z miną dziecka, któremu zabrano cukierek, na delikatnej twarzy.-Dlaczego chociaż raz nie powiesz "tak"? Boisz się?
-Nie boję się-Shinya odwrócił się i spojrzał w ciemne oczy basisty.-Nie zgadzam się, ponieważ wiem o waszym zakładzie.
-Wiesz? Skąd?
-Słyszałem. Byłem wtedy w pokoju obok i wszystko słyszałem. Założyliście się, który z was czterech pierwszy zaciągnie mnie do łóżka.
-Nie wiesz wszystkiego. Założyliśmy się we trzech. Jeden z naszej czwórki nie przyłączył się do zakładu. A ja ci nie powiem, kto to był. Chociaż mogę wyznać, że to nie ja.
W tym momencie do małej sali prób weszli Kaoru i Die, kłócąc się zawzięcie o zakończenie nowej solówki. Tuż po nich do pomieszczenia wpadł wściekły i zdyszany Kyo.
Lider zakończył dyskusję z drugim gitarzystą i zagadnął wokalistę:
-Coś się stało, Kyo?
-Mój samochód znowu się zepsuł! Przeklęty grat! To już trzeci raz w ciągu dwóch miesięcy. Zdecydowanie potrzebny mi nowy.
-Już ci to mówiłem poprzednim razem, ale mnie nie słuchałeś-wtrącił Die.
Kyo w odpowiedzi pokazał mu język i sięgnął po wodę.
Kaoru bacznym spojrzeniem obrzucił Shinyę i Toshiyę.
-A wam co się stało?
Shinya nie odpowiedział. Spojrzał tylko na niego złowrogo i schował się za perkusją.
-On wie-krótko stwierdził basista.
-Wie? O czym?- nieco zniecierpliwionym głosem zapytał Kaoru.
-Wie o naszym zakładzie.
Zapadła niezręczna cisza. Gitarzyści popatrzyli po sobie niepewnie, a póżniej wszyscy trzej zaczęli przepraszać perkusistę za swój durny pomysł. Robili to tak przekonująco, że Shinya dał się w końcu udobruchać. Tylko Kyo patrzył na to wszystko z politowaniem.

niedziela, 11 stycznia 2009

Could you close the door

Hiroto wrócił do mieszkania, które dzielił z Shou i jego dziewczyną nieco wcześniej niż zamierzał. Powiedźmy że nawet bardziej niż nieco, ale co miał zrobić jak kolejna z jego randek okazała się kompletną klapą.
Był zły na siebie i na cały świat, a plątanie się po Tokyo w takim stanie
nie było dobrym pomysłem.
Oczywiście mógł iść do jakiego baru i po prostu się upić zabijając tym uczucie kompletnej katastrofy. Jednak i na to nie miał ochoty.
Najlepiej jak zamknę się u siebie z tą która nigdy mnie nie oszukuje.
- pomyślał kierując się w stronę mieszkania.
Przekręcając klucz w zamku zastanawiał się dlaczego tak w ogóle
umawiał się z dziewczynami z fan clubu, przecież doskonale wiedział,
że one lecą na niego jako na gitarzystę A9.
Ehhh westchnął zrezygnowany pchając drzwi do mieszkania.
Czyżby był sam – ucieszył się w myślach Hiro i już miał iść do siebie
po gitarę aby pobrzdąkać w salonie.

Mieszkanie jakie wspólnie wynajmowali było dość obszerne.
Składało się z dużego salonu i trzech mniejszych pokoi,
które zajmowała ich trójka.

Szelest dobiegający z pokoju Shou uświadomił mu że chyba jednak nie był sam.
Dopiero teraz uświadomił sobie że drzwi do pokoju wokalisty były jedynie przymknięte, pozostawiając dość duża szparę.
Jednak to co zobaczył było dla niego szokiem. Shou i Miko leżeli spleceni
ze sobą w miłosnym uścisku. Pomimo tego iż wiedział, że nie powinien,
nie był w stanie oderwać od nich wzroku. Stał jak zahipnotyzowany przyglądając
się temu co działo się w pokoju. Gdy już zdołał się otrząsnąć zamknął
drzwi i rzucił się na kanapę w salonie. To co zobaczył wytrąciło go z i tak już rozchwianej nieudaną randką równowagi.

Lodówka....zimne....piwo.... - przeleciało mu w tempie błyskawicy przez głowę.

Nie miał jednak siły podnieś się aby po nie pójść.
Siedział więc patrząc się w przestrzeń i nie do końca wiedząc co powinien
z tym fantem zrobić. Najlepiej pewnie byłoby zapomnieć,
tego jednak nie był w stanie zrobić, a przynajmniej nie w tej chwili.

- O Hiro już wróciłeś, co tak wcześnie – usłyszał nagle zza głowy głos Miko.
- A tak jakoś – odparł smutno gitarzysta
- Oj czyżby naszemu maleństwu znów nie udała się randka – zaśmiał się gramolący się z pokoju królik

Nazwany maleństwem chłopak miał ochotę zapaść się pod ziemię i pozostać tam aż do końca swego nędznego jak mu się w tej chwili wydawało życia.

- Och przestań, po prostu ma pecha i tyle, ale to wcale nie znaczy że musisz się zaraz z niego śmiać

Tak Miko zawsze stawała po jego stronie, była jak starsza siostra i w sumie nie sposób było jej nie lubić. Co do Shou czasami bardzo ale to bardzo go nie znosił, choć tak naprawdę to nie wiedział dlaczego.

c.d.n

czwartek, 8 stycznia 2009

Spełniony sen

To miał być kolejny zwykły wieczór. Kolejny raz w ramach treningu czy może lepiej zdobywania doświadczeń wybrałem się na koncert. Wiadomo najlepiej uczy się podglądając kolegów po fachu.
Tym razem traf chciał że otrzymałem zupełnie za darmo bilet na koncert D'espairsRay, stosunek mam do nich raczej neutralny, ale czemu miałby się bilet zmarnować.
Tak więc niczego nie świadomy wlazłem w sam środek rozhisteryzowanych fanek.

Pomimo tego że twórczość D'Ray była mi poniekąd znana to co zobaczyłem na scenie przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Jak ten facet się ruszał, coś po prostu niesamowitego, całe dwie godziny stałem jak zahipnotyzowany nie mogąc oderwać wzroku od tego co działo się na środku sceny.
Jego ruchy były idealne, doskonale pasowały do każdego utworu, nie było w nich ani krzty przesady czy też niedosytu, były wprost idealne. A to jak panował nad głosem, do jakiego stanu doprowadzał publiczność (i to nie tylko te rozhisteryzowane fanki) wprost bajka.

Z koncertu wyszedłem oszołomiony, zaskoczony i pewien, że na pewno jeszcze kiedyś to powtórzę.

Powtórka przyszła wcześniej niż się tego spodziewałem i to w formie jakiej nigdy bym nie przypuszczał.
Śniłem o tym jak w ciemnym pokoju jego dłonie delikatnie pieszczą moją klatkę piersiową, czułem to tak dokładnie jakby to w cale nie był sen.
Każdy jego dotyk był jak porażenie prądem o bardzo wysokim napięciu.
Obudziłem się zlany potem i zdezorientowany.
Kochałem się z facetem jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
Ja który nigdy nie posądzałbym siebie o takie skłonności.
Wiadomo robiłem to na scenie, ale przecież wszyscy wiedza że wtedy to jest całkowicie na pokaz i dla zabawy.

Cały następny dzień mieliśmy wolny więc mogłem jako tako dojść do siebie,
a przynajmniej taki miałem zamiar. Niestety tak jak w ciągu dnia udawało mi się
nie myśleć o tym, tak nocą ehhhh..... sen wrócił. Jego pocałunki były jak płynny ogień, a ja nawet nie miałem ochoty go odepchnąć. Zanurzyłem się więc znów w to morze rozkoszy jakie przynosił ze sobą do mojego wypełnionego pracą życia.
Kolejna noc kolejny sen, doszło w końcu do tego że z niecierpliwością czekałem
na noc, aby znów móc zasnąć w jego ramionach. Przestało mniej już znaczenie że jest facetem, przestało mieć również znaczenie to że wszystko działo się podczas snu, nigdy na jawie, nigdy w świetle dnia.

Chłopaki z zespołu od razu wywęszyli, że coś jest na rzeczy, choć z drugiej strony
i ślepy by chyba to zauważył, gdyż podczas prób, sesji i wywiadów chodziłem jakbym był naćpany. Na wszystkie pytania odpowiadałem, że oczywiście wszystko jest w jak najlepszym porządku, a ja sam jestem tylko trochę niewyspany i mam pewną drobną rodzinną sprawę, ale nie chce o tym mówić.
Piękne łgarstwo co nie, rodzinna sprawa, psia mać, ale przecież nie mogę im powiedzieć, że zakochałem się w facecie, a do tego w Hizumim.

Aby zrozumieć ten dziwny stan w jakim trwałem od tamtego pamiętnego wieczoru zacząłem uważnie słuchać nagrań Hiza i spółki. Zastanawiając się co sprawiło,
że podziałał na mnie w ten sposób.
Czy to barwa głosu, a może ruchy jakie wykonywał na scenie. Nic jakby rzucił na mnie urok.

Niestety nagrywanie płyty to nie przelewki, cały czas trzeba być maksymalnie skupionym, no i najlepiej jak jest się myślami w tym samym miejscu w którym przebywa ciało. Ja niestety zarówno z jednym jak i z drugim miałem wielki kłopot. Postanowiłem więc wziąć byka za rogi; prawdę powiedziawszy to lepiej Hizumiego za te jego śliczne.... o ludzie..... , pracować trza a to co się ze mną działo nie było zdecydowanie normalne.

Plan był taki wejść za kulisy do garderoby chłopaków pogadać z nimi o zawodowych sprawach i tego typu duperelach, życzyć udanego koncertu i wrócić szczęśliwie do domu bez myśli typu...... nieważne jakich.

No i w sumie plan sam w sobie był całkiem niezły czemu więc nie wypalił.
Od momentu wejścia do ich garderoby od razu widać było że coś jest ze mną nie do końca tak jak być powinno. Spocony jak szczur stałem tam siląc się na rzeczową rozmowę z kolegami po fachu, którzy tak nie do końca byli pewni po co w sumie przyszedłem. Na domiar złego na każde słowo, ruch, czy uśmiech wokalisty D'Ray przechodził mnie dreszcz jakbym miał bardzo wysoka gorączkę.
A ta gorączka miała na imię.......

Zrezygnowany wróciłem do domu z bogatym asortymentem najprzeróżniejszych trunków.
Nie przepadam za alkoholem dlatego miałem nadzieję szybko się upić,
a potem zasnąć bez snów, a na pewno bez snów o nim, zapomniawszy przedtem o katastrofie jaką spowodowałem.
Niestety i ten plan nie chciał się powieść.
Punkt 23 dzwonek do drzwi, kogo o tej godzinie diabli niosą myślę. Otwieram,
a tam..... zmora moich ostatnich miesięcy we własnej osobie.

- Mogę wejść – jeszcze pyta z tym swoim rozbrajającym uśmiechem.

Co miałem zrobić.

- O impreza się szykuje, mam nadzieję że nie przeszkadzam
- Nie po prostu miałem ochotę się porządnie urżnąć i tyle – odpowiedziałem
nie za bardzo myśląc o tym co mówię.
- Aha – odparła zmora z nutą politowanie w głosie
- Wiesz Shou tam za kulisami byłeś jakiś taki dziwny więc postanowiłem
sprawdzić czy wszystko oki.
- A adres, skąd miałeś mój adres.....

Na to zmora podaje mi mój własny portfel mówiąc:

- Zgubiłeś
- A aaa no w sumie ...... dzięki.

No bo w sumie co miałem powiedzieć.

- No to za dostarczenie zguby chyba należy mi się coś z tego co króliczku
- powiedział wskazując na suto zastawiony stół.
- Jasne częstuj się – odparłem zrezygnowany rzucając się na kanapę.

Hizu nalał sobie piwa i usadowił się wygodnie na stoliku wprost na przeciw mnie.

- I chyba nawet wiem co ci dolega kolego.
- Nie tego już było zdecydowanie za dużo – pomyślałem wstając

Miałem zamiar wyrzucić go z mieszkania, krzycząc przy tym że nie ma
pojęcia o mnie a tym bardziej o moich problemach.
I co z tego że był gościem.
Niestety w momencie gdy miałam zacząć poczułem jego wspaniale ciepłą dłoń w swojej.

- Pragniesz mnie prawda – wyszeptał mi wprost do ucha

Stałem tam odrętwiały ze strachu, zrezygnowania, a może czegoś jeszcze innego. Kapnął się zdecydowanie zbyt szybko. Za szybko to działo się zdecydowanie za szybko.

Jego oddech na moim karku był tak gorący, że miałem wrażenie
że jeśli zaraz się nie odwrócę spali mi skórę na popiół.

- Prawdę mówiąc ja pragnę ciebie jeszcze bardziej. Nigdy jednak
nie odważyłbym się tu przyjść i powiedzieć ci tego. Aż do dziś byłem
święcie przekonany że wolisz kobiety, aż do dziś.

Mówiąc to pocałował mnie tak delikatnie, tak czule, aż zakręciło mi się w głowie. Potem to już był tylko sen na jawie. Wszystko co do tej pory znałem i uważałem za swoje niezmienne przekonania przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, spalone ogniem jego pocałunków.

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Fukai no ai - epilog

Tora nieco zakłopotany odwrócił się od okna wychodzącego na taras. Saga do tej pory ściśle wtulony w Shou, uniósł się lekko i spojrzał na niego zdziwiony.
-Co się stało, Tora?
-Zdaje się, że Nao i Hiroto w końcu się dogadali. A właściwie jestem tego zupełnie pewien.
-No coś ty? Na tarasie?
Oczy Shou zrobiły się jeszcze większe niż zazwyczaj.
- Dobrze, że nasz taras jest niewidoczny z zewnątrz...
-Na tarasie? Ciekawe...
Saga uśmiechnął się nieco lubieżnie.
-Musimy kiedyś spróbować...
-Jesteś niemożliwy!- udał oburzenie Shou.
-Oczywiście, że jestem. Za to mnie kochasz.
Saga zaśmiał się radośnie i pocałował namiętnie swoje blondwłose kochanie.
-I może za kilka innych rzeczy też...-dodał po chwili namysłu.
Tora popatrzył na nich z rozbawieniem.
-Chyba zostawię was samych. I też pójdę się do kogoś przytulić.
-Tora, pozdrów od nas Akiyę - zawołał za nim Shou.
Tora uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi.

niedziela, 28 grudnia 2008

Fukai no ai V

Hiroto siedział na tarasie ich wspólnego domu obserwując promienie zachodzącego słońca prześwitujące przez gałęzie drzew. Łagodny zapach kwitnących wiśni działał kojąco, lecz w głębi duszy wciąż czuł ten naglący przymus, aby wyjawić swoje uczucia. Niepewność ciążyła mu coraz bardziej. Wolał już ból odrzucenia niż obecny stan.
Wtem ktoś jeszcze wszedł na taras. Hiroto usłyszał za sobą delikatne skrzypienie desek uginających się pod czyimiś stopami.
-Mogę się przysiąść?-usłyszał nad głową głos Nao.
-Jasne...
Hiroto poczuł, jak Nao siada tuż przy nim dotykając go ramieniem. Gitarzysta poczuł ciepło ciała przyjaciela i zrobiło mu się miło i błogo. Łagodny zapach Bvlgari Blue mieszał się z wonią kwitnących wiśni i Hiroto miał wrażenie, że mógłby tak siedzieć wiecznie.
-Twoja piosenka jest naprawdę ładna-odezwał się Nao.-Shou powiedział mi, że prosiłeś go o taki tekst. Szczęściarz...
-Szczęściarz? Kto?
-Ten, dla którego pisałeś tą piosenkę.
Nao spojrzał na Hirota i obdarzył go jednym ze swoich cudownych, pełnych ciepła uśmiechów. Gitarzysta spojrzał w jego ciemne oczy i wyznał:
-Ona jest dla ciebie...
Gdyby Hiroto nie opuścił wzroku wystraszony tym wyznaniem, zobaczyłby jak oczy Nao robią się coraz większe ze zdumienia. Po chwili zdziwienie w puchatkowych oczach zastąpiło niedowierzanie, a w końcu ogromna radość.
-Hiroto...-wyszeptał cicho perkusista. Ujął w dłonie śliczną twarz Hirota i pocałował go delikatnie. Gitarzysta spojrzał na ukochanego nie mogąc wyksztusić ani słowa. Wreszcie przygarnął Nao do siebie całując go mocno i głęboko, tak jak nieraz robił to w marzeniach. Aż w końcu obaj zapomnieli, gdzie są sycąc się sobą nawzajem.

wtorek, 23 grudnia 2008

Fukai no ai IV

Hiroto delikatnie zapukał do drzwi pokoju Shou. Cierpliwie zaczekał, aż usłyszy ciche "Proszę" i wszedł do środka. Wokalista uśmiechnął się do niego na powitanie i lekko się zdziwił widząc gitarę w rękach przyjaciela. Zwykle nowe piosenki prezentowali sobie na próbach.
-Napisałem piosenkę-powiedział gitarzysta.-I w związku z nią mam do ciebie prośbę...
Przerwał na chwilę i zaczerpnął oddechu. Shou siedział spokojnie czekając, aż Hiroto opowie mu wszystko. Chociaż tak naprawdę zaczał się trochę domyślać, jaka to prośba.
-Wiem, że nigdy nie ingerujemy w twoje teksty-ciągnął młodszy mężczyzna-ale ta piosenka jest dla mnie szczególna. Napisałem ją dla kogoś, kogo bardzo kocham. I bardzo boję się mu o tym powiedzieć...
Gitarzysta umilkł i wziął gitarę do rąk. Zaczął grać stworzoną przez siebie piosenkę. Shou siedział obok słuchając w skupieniu, a słowa same zaczęły układać mu się w głowie. Dokładnie takie, jakie chciał Hiroto.Bo ta piosenka była właśnie o tym: o wielkiej, głębokiej miłości, o strachu i niepewności, o potrzebie wyznania swoich uczuć, pożądaniu i zwykłym pragnieniu bycia z ukochaną osobą.
Wokalista wziął zeszyt i zaczął spisywać rodzący się w jego głowie tekst. Hiroto cicho wymknął się z pokoju nie chcąc mu przeszkadzać.

Kiedy późnym popołudniem spotkali się na próbie, Shou uprzedził młodszego kolegę obwieszczając wszystkim:
-Hiroto napisał nową piosenkę. Tekst też już jest. Chcecie posłuchać?
Wszyscy twierdząco pokiwali głowami. Hiroto wziął gitarę do rąk i zaczął grać ciekaw słów, które napisał Shou, a których jeszcze nie słyszał. A Shou śpiewał opowiadając dokładnie o tym wszystkim, co nie dawało spokoju młodemu gitarzyście. A kiedy piosenka dobiegła końca, wszyscy zgodnie stwierdzili, że jest przepiękna i włączą ją do swojego repertuaru. Serce Hirota szalało z radości. JEMU też się podobała. Teraz trzeba tylko jeszcze wyznać, że to wszystko jest tylko dla NIEGO...