wtorek, 12 kwietnia 2011

Kurtka cz.3

Izumi wyszedł na dwupoziomowy taras hotelu, aby odetchnąć przez chwilę świeżym powietrzem. Sam stał na niższym poziomie tarasu.

Po jego prawej stronie znajdował się wyższy poziom, z którego dobiegały przyciszone głosy reszty zespołu. Koniec trasy. Koniec podróży. Nareszcie można wrócić do domu i zająć się własnymi sprawami. Jego "własne sprawy" ograniczały się do osoby pewnego drobnego gitarzysty...
Zimny wiatr owiał mu twarz, rozwiał czarne włosy, ochłodził rozgrzane policzki. Shin... Jego marzenie. Gdy wrócą do domu, musi z nim porozmawiać. Po prostu mu powie. Najwyżej dostanie kosza. Będzie bolało. Bardzo. Ale lepsze to, niż ta ciągła niepewność. Tylko trzeba zdobyć się na odwagę.
- Znowu nie wziąłeś kurtki - usłyszał głos za sobą. Shin wprawnym ruchem zarzucił mu kurtkę na ramiona. Izumi odwrócił się, chcąc podziękować, lecz gitarzysta nie dał mu dojść do słowa.
- Zmarzniesz i się przeziębisz. A ja będę musiał się tobą opiekować.
- Ale dlaczego ty? - wtrącił Izumi.
- A kto? Akiya zaraz po powrocie do domu pakuje się i wyjeżdża gdzieś z Torą, bo Alisu też ma teraz kilka wolnych dni. Isshi i Nao też wyjeżdżają, bo obaj jednogłośnie stwierdzili, że nie chce im się siedzieć w Tokio. No i kto zostaje? Ja! Ja nie mówię, że mam coś przeciwko opiekowaniu się tobą albo przebywaniu w twoim towarzystwie, ale może akurat wolałbym, żebyś był zdrowy.
Shin zakończył swój wywód i westchnął głęboko.
- Nie masz? - zapytał cicho Izumi.
- Nie, nie mam. Nawet jestem bardzo za. Izumi, czy ty nic nie rozumiesz?
Izumi spojrzał na Shina z uwagą. Na jasne włosy rozwiewane kolejnymi zimnymi podmuchami, ciemne głębokie oczy, drobne usta. Myśli galopowały mu w głowie, ale nie chciały ułożyć się w logiczną całość.
Shin znowu westchnął głęboko, po czym ostrożnie ujął w dłonie twarz Izumiego i delikatnie go pocałował. Perkusista poczuł gwałtowny zawrót głowy i pobłogosławił barierkę za swoimi plecami, o którą mógł się oprzeć. Potem mocno objął Shina, jakby bojąc się, że ten mu ucieknie. Całowali się długo, namiętnie, zapominając, że wokół nich jest świat i inni ludzie. W końcu odsunęli się od siebie uśmiechnięci, zdyszani i zadowoleni. To było takie proste!
Wtem usłyszeli dobiegające z góry brawa. Obaj spojrzeli w ich kierunku. Na górnym tarasie, wsparci o barierkę, stali uśmiechnięci pozostali muzycy Kagrry,.
- Nareszcie - zawołał Akiya.
- Byliście już naprawdę nieznośni - stwierdził Nao.
- Aż chcieliśmy wam pomóc - dorzucił Isshi.
Izumi pokazał im język, złapał za rękę tradycyjnie speszonego Shina i podążył w stronę drzwi hotelu. Czas zająć się "swoimi sprawami"...

1 komentarz:

  1. W końcu przeczytałam całość. Jak dla mnie za krótko i czułem niedosyt! Aczkolwiek obecność Kagury wynagrodziło wszystko inne. I o to mamy dowód, że Shin - speszona, małomówna istotka - umie wziąć sprawy w swoje ręce XD Ale scena "tarasowa" była urocza XD

    Bardzo dziękuję za tego ficka... Mogę w przyszłości spodziewać się troszkę więcej Kagrry,? XD

    OdpowiedzUsuń