sobota, 11 sierpnia 2012

Anioł w objęciach diabła

Stałem w małej Sali prób przy naszej wytwórni, cierpliwie słuchając tłumaczeń Kyo. Zastanawiałem się, ile ten facet ma cierpliwości, wyjaśniając mi wszystko wciąż od nowa. Nie okazałem się pojętnym uczniem i było mi z tego powodu trochę głupio.
- Skup się, Satsuki. Jeśli chcesz dobrze wrzasnąć i nie zedrzeć sobie gardła, musisz wydobyć głos ze środka, z przepony. Inaczej zachrypniesz i tyle będziesz z tego miał.
Jego spokojny, ciepły głos wyrwał mnie z zamyślenia. Usiłowałem zrobić tak, jak mnie uczył, ale nic z tego nie wychodziło. A już porządnie zaczynało mnie boleć gardło. W końcu Kyo podszedł do mnie od tyłu i objął mnie. Położył dłonie na moim brzuchu i wytłumaczył jeszcze raz. Chyba miał nadzieję, że tym razem zrozumiem, o co mu chodzi.
Spojrzałem na jego dłonie ozdobione tatuażami i już zupełnie się rozkojarzyłem. Ależ ten facet ma ładne ręce! Szlag! Czas zakończyć to nieporozumienie, jakim była nasza „lekcja”.
- Dajmy sobie już spokój na dziś, Kyo san. Chyba obaj mamy chwilowo dość.
Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na niego , czekając na reakcję. Westchnął ciężko. Po chwili zabrał swoją kurtkę i wyszedł z Sali.
- Do jutra! – usłyszałem jego głos już z korytarza.

Następnego dnia spotkaliśmy się znowu. Chyba już wiedziałem, o co mu chodzi, ale jakoś naszła mnie ochota, żeby udawać kompletnego idiotę. A on był taki sam, jak wczoraj. Cierpliwy i spokojny. W końcu znowu podszedł do mnie, kładąc mi ręce na brzuchu, a pode mną dosłownie ugięły się nogi. Głos mi uwiązł w gardle i śpiewanie, wrzeszczenie i inne „zawodowe” sprawy zupełnie przestały mnie obchodzić. „Niech się dzieje, co chce” – pomyślałem sobie. Odwróciłem się do Kyo i pocałowałem go. Tak po prostu.
Nie pamiętam, jak dotarliśmy do hotelu. Pamiętam tylko jego dłonie, dotyk jego skóry, zapach…
A rano już doskonale wiedziałem, jak krzyczeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz