czwartek, 5 maja 2011

PRECIOUS

Siedzisz przed lustrem, cierpliwie próbując zmusić niesforny kosmyk blond włosów do uległości. W końcu poddajesz się i wołasz fryzjerkę, która natychmiast podbiega z grzebieniem i lakierem. Problem niesfornego kosmyka zostaje zażegnany, a ty uśmiechasz się tym swoim słodkim, ślicznym uśmiechem. Za chwilę mamy sesję fotograficzną, więc musisz wyglądać idealnie. Jak każdy z nas.
Siedzę tuż obok, czując twój zapach i nie mogąc oderwać oczu od twych nagich ud. W końcu dotykam ich opuszkami palców. Odwracasz się do mnie i grozisz mi palcem. Potem pochylasz się i delikatnie całujesz mnie, starając się nie rozmazać szminki. A ja chciałbym być teraz w zupełnie innym miejscu, tylko z tobą.
- Pobudka, Ryoga! Czas do pracy – mówisz i ciągniesz mnie za rękę. Tak, najpierw praca. Jak zawsze.


* * *

Wieczór. Siedzisz naprzeciwko mnie.
- Ryoga, jeszcze ciasteczko – mówisz, podając mi talerzyk z kawałkiem ciasta. Dlaczego się uparłeś, że koniecznie muszę przytyć? Przecież nie jestem szczuplejszy od ciebie. A przynajmniej nie tak bardzo. Ale ty się zawziąłeś i teraz co chwilę podtykasz mi coś do jedzenia. Biorę więc talerzyk i posłusznie zjadam ciasto.
- Teraz soczek.
Gdybym cię tak nie kochał, zrobiłbym ci coś przykrego.
- A teraz idę zapalić i nic na o nie poradzisz – mówię, patrząc na ciebie wyzywająco, ciekaw, co teraz wymyślisz.
- Nie, kochanie, żadnego palenia. Od tego nie przytyjesz.
- Ale Reno! - próbuję protestować, wiedząc, że kompletnie nie ma to sensu.
- Chodź, postaram się, abyś zapomniał o paleniu.
Z uśmiechem idę za tobą do sypialni.
Miałeś rację, zapomniałem nie tylko o paleniu, ale i o całej reszcie świata.

* * *

Jak zwykle obudziłem się wcześniej od ciebie. Zgodnie z naszą niepisaną umową powinienem wstać i zrobić kawę. I śniadanie. Ale ja nie mogę przestać na ciebie patrzeć. Na twoją śliczną twarz. Mój skarbie... Nagle w głowie zaczyna mi się rodzić melodia. Coraz wyraźniejsza.
Wstaję więc szybko, naciągam spodnie i biegnę do drugiego pokoju po gitarę i notes. Próbuję ją zagrać, a potem zapisać. Mijają minuty, godziny, a ja wciąż siedzę nad piosenką, dopracowując każdy jej szczegół. Ty, niczym dobry duch, krążysz wokół mnie, próbując odgadnąć, czego mi potrzeba. Przyniosłeś mi koszulkę, żebym nie siedział tu tak półnago. Podsuwasz kawę, herbatę i coś do jedzenia. Dobrze wiesz, jak to jest.
Wreszcie piosenka jest skończona, dokładnie spisana i dopracowana. Patrzę chwilę na kartkę, a później na samej górze dopisuję tytuł: PRECIOUS. Wiem, że Shin nie lubi, jak nadajemy tytuły piosenkom. Mówi, że go to ogranicza przy pisaniu tekstu. Ale ja po prostu nie mogę się powstrzymać. Najwyżej powiem mu, że może go zmienić.

* * *

Piosenka się spodobała chłopakom. A Shin nie zmienił tytułu. Stwierdził, że pasuje i dopisał bardzo ładny tekst. A potem wszyscy zgodnie orzekli, że nadaje się na nowy singiel. Świetnie! Nie wiem tylko, czy cieszę się z tego dlatego, że wybrali moją piosenkę, czy dlatego, że napisałem ją dla ciebie.
- A tak właściwie, dlaczego PRECIOUS? - pytasz, patrząc na mnie i uśmiechając się lekko.
- Bo jesteś moim skarbem – odpowiadam bez zastanowienia.
Słychać głośny plask, kiedy uderzam się ręką w czoło. Zaczynam nerwowo chichotać. Nawet mnie się zrobiło mdło, tyle słodyczy było w tym zdaniu. Patrzysz na mnie przez chwilę, a potem przytulasz mnie i mówisz:
- Ależ głuptasie, lubię sposób w jaki mnie kochasz.
- A ja lubię tak cię kochać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz