sobota, 22 maja 2010

Miłość w kolorze malwy II

Siedzieli wszyscy, cały zespół wraz z managerem, w małej knajpce. Mieli do omówienia jeszcze kilka szczegółów dotyczących rozpoczynającej się za kilka dni trasy. Ktoś rzucił pomysł, aby zrobić to przy obiedzie i wszyscy na to chętnie przystali.
Aoi siedział , słuchając w skupieniu słów managera i dorzucając od czasu do czasu swoje uwagi. Obserwował przy tym uważnie kolegów z zespołu. Wydawali się rozluźnieni i nieco rozleniwieni po zjedzonym posiłku. Ruki i Uruha starali się nie okazywać, jak bardzo woleliby być teraz sami w zupełnie innym miejscu. Reita od czasu do czasu dyskretnie spogłądał na zegarek. Nightmare wyjeżdża w trasę już jutro i basiści obu zespołów chcieliby zapewne spędzić ten wieczór razem.
No i był jeszcze Kai...
Jako lider starał się nad wszystkim panować, lecz czasami jego skupioną twarz ozdabiał uśmiech. Na ten widok Aoi czuł, jak serce mocno wali mu w piersi, a w głowie się kołuje. Gdyby tak kiedyś, choć jeden raz, Kai uśmiechnął się tak specjalnie dla niego. Lecz gitarzysta nie widział dla siebie nadziei. Bo coż... Z jednej strony Kai, energiczny, zorganizowany, zżyty z zespołem, z drugiej on, nieśmiały i trochę wyobcowany w tej grupie.
Pozostawała mu tylko obserwacja. Patrzył więc na Kaiego, starając się nie robić tego zbyt nachalnie. Na ciemne oczy, zmysłowe usta rozciągające się co chwila w cudownym uśmiechu, szczupłe ciało i mięśnie rysujące się delikatnie pod skórą. W pewnym momencie Aoi poczuł, że na ten widok robi mu się gorąco, więc wyszedł do łazienki trochę ochłonąć.
Pogrążony w rozmowie z managerem Kai nie zwrócił uwagi na wychodzącego Aoiego, lecz pozostali muzycy spojrzeli na siebie porozumiewająco. Szykuje się kolejna wielka miłość w zespole. Uruha odetchnął z ulgą. Wciąż czuł się trochę winny za odsunięcie się od Aoiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz