sobota, 22 marca 2008

Angel's choise III

Hyde długo błądził ulicami miasta, zanim zdecydował sie wrócić do domu. Miał mętlik w głowie i sam nie wiedział, co ma teraz zrobić. Poza tym trochę się obawiał porywczego charakteru Sakury. Byli ze sobą już dość długo i Hideto dobrze wiedział, że jego partner na pewno nie zareaguje spokojnie. Był również niemal pewien, że perkusista od niego odejdzie. Ale jak to rozstanie będzie wyglądało i co przyniosą najbliższe godziny, pozostawało zagadką. W końcu przemierzanie ulic zmęczyło go i postanowił wrócić do domu.
Wszedł do mieszkania starając się zachować jak najciszej. Najchętniej zamknąłby się teraz w swoim pokoju, ale nie wierzył, aby jego powrót pozostał niezauważony. Przenikliwy ból policzka przywrócił go do rzeczywistości. Hideto rozejrzał się i napotkał wściekłe spojrzenie Sakury. Dopiero po chwili dotarło do niego, że perkusista uderzył go w twarz.
-Gdzie byłeś? Albo raczej z kim?
Hyde opuścił wzrok i milczał. Nie miał zamiaru do wszystkiego tak po prostu się przyznać.

-A więc byłeś z kimś...-zimno stwierdził Sakura.- No to teraz będziesz ze mną...
-Ale...-zaczął Hyde, ale nie bardzo wiedział, co mógłby teraz powiedzieć.
-Nie myśl, że ci wybaczę. Albo zapomnę.I nie miej nadziei, że zostanę. Ale tej nocy jesteś mój. Czy tego chcesz czy nie...
To mówiąc perkusista pociągnął Hideta za sobą. Gdy dotarli do sypialni, popchnął go na łóżko. Korzystając z tego, że Hyde jest wciąż trochę oszołomiony, Sakura przewrócił go na brzuch i położył się na nim uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
-Nie, Sakura, przestań-wyszeptał wokalista z twarzą wciśniętą w poduszkę.
-Dlaczego? Dlaczego miałbym przestać?-zapytał perkusista ze złośliwym uśmiechem na ustach. Nagle jednak odsunął się gwałtownie od kochanka.
-Chyba jednak tak nie potrafię. Nie mogę cię zmusić. Chciałem się tylko pożegnać, tylko tyle. Pozwól mi, proszę...
Hideto spojrzał na Sakurę najpierw nieco wystraszony, potem zdziwiony, aż w końcu jego spojrzenie wyrażało już tylko czułość.
-Dotknij mnie...
Sakura uśmiechnął się tylko. Te dwa słowa były jak hasło, przyzwolenie i wskazówka. Dobrze wiedział, jak ma dotykać kochanka, aby wzbudzić w nim namiętność. Aż w końcu Hyde przywarł do niego z całych sił i pocałowal go żarliwie.
-Wybacz mi, Sakura. Wiem, że cię nie zatrzymam, ale kiedyś... wybacz mi.
-Może...kiedyś...
A potem kochali się długo, żarliwie, z całą mocą namiętności, jaka w nich była. Tak można się kochać tylko ostatni raz.
A kiedy Hideto otworzył rano oczy, Sakury już nie było. Mieszkanie wydawało się takie puste bez rzeczy i obecności perkusisty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz